Motto Firmy

Ponadczasowe zegarmistrzostwo.

HISTORIA BH300

W powszechnej świadomości, kiedy mówi się o Bitwie o Anglię przed oczami stają piloci myśliwscy z Dywizjonu 303, których w swojej książce rozsławił Arkady Fiedler. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że w tym przełomowym starciu brali także udział Polacy w lotnictwa bombowego. Wśród jednostek, które znalazły się w gronie walczących pod brytyjskim niebem latem i wczesną jesienią 1940 r. znalazł się Dywizjon 300. Był to pierwszy polski oddział, który został sformowany przez Brytyjczyków. Oficjalnie został powołany do życia w Bramcote 1 lipca 1940 r., jednak jego historia sięga jeszcze 1939 r.

 

Jesienią 1939 r. trwały polsko-francusko-brytyjskie negocjacje na temat odrodzenia polskich jednostek lotniczych u boku sojusznika. Po ich zakończeniu wiadomo było, że większość personelu kształcącego się w tradycji biało-czerwonej szachownicy pozostanie nad Loarą. Do Wielkiej Brytanii udać się miał liczący kilkaset osób kontyngent, który stać się miał zalążkiem polskiego lotnictwa na Wyspach. Założenie było takie, że Polacy, którzy zaczęli pojawiać się w Anglii na przełomie 1939 i 1940 r. najpierw opanują podstawy języka, poznają obowiązujące w Royal Air Force procedury i regulaminy, a dopiero później znajdą się na pierwszej linii walk. Z tej właśnie grupy lotników utworzono 300 Dywizjon Bombowy, który wkrótce otrzymał imię Ziemi Mazowieckiej. Jego pierwszym dowódcą został ppłk Wacław Makowski, przedwojenny dyrektor Polskich Linii Lotniczych LOT.

Jednostka była początkowo wyposażona w przestarzałe samoloty typu Fairey Battle, które poniosły duże straty podczas kampanii francuskiej 1940 r. Ich załoga składała się z trzech osób: pilota, nawigatora i strzelca pokładowego. Po przeszkoleniu na brytyjskim sprzęcie 300 Dywizjon został 21 sierpnia przesunięty na lotnisko operacyjne w Swinderby. 14 września do jednostki dotarł rozkaz, że będzie w nocy bombardować zgrupowane w Boulogne niemieckie barki i statki, które miały być użyte przez Wehrmacht do inwazji na Wielką Brytanię. W operacji wzięły udział trzy załogi, które skutecznie zrzuciły ładunek bomb na cel. Do czasu zakończenia Bitwy o Anglię Polacy z 300 Dywizjonu jeszcze sześciokrotnie lecieli nad kontynent, by niszczyć przewidziane do inwazji jednostki pływające zgrupowane w we francuskich portach Boulogne i Calais, a także belgijskiej Ostendzie. W nocy z 13 na 14 października jednostka poniosła pierwszą stratę – podczas powrotu z nalotu na Boulogne w złych warunkach atmosferycznych nad Anglią rozbił się Battle por. Jana Gębickiego, a cała załoga poległa.

W połowie października zaprzestano działań bojowych, bo zapadła decyzja, że 300 Dywizjon zostanie przezbrojony w dwusilnikowe Wellingtony, jedne z najbardziej charakterystycznych i najbardziej popularnych bombowców w Wielkiej Brytanii podczas wojny. Pierwsza z tych maszyn dotarła do jednostki 18 października, a do końca listopada było ich osiem i związku z tym wycofano Battle.

12 grudnia jednostka była gotowa do działań bojowych na nowym sprzęcie, ale ze względu na złe warunki atmosferyczne pierwsze zadanie na Wellingtonach wykonano 22 grudnia. Celem były zbiorniki ropy w Antwerpii. Był to początek udziału 300 Dywizjonu w nocnej ofensywie bombowców, której celem było niszczenie przemysłu paliwowego oraz złamanie ducha niemieckiej ludności. 28 grudnia podczas kolejnego lotu nad Atwerpię 300 Dywizjon poniósł pierwszą stratę operacyjną na Wellingtonach. Podczas powrotu z zadania, w czasie lądowania na macierzystym lotnisku, z drzewami zderzył się samolot pilotowany przez kpt. Stefana Kryńskiego. Lotnik ten zginął na miejscu, a przedni strzelec, sierż. Henryk Węgrzyn, zmarł kilka godzin później w szpitalu. Czterech pozostałych członków załogi odniosło rany.

Zła pogoda sprawiła, że w styczniu 1941 r. 300 Dywizjon wykonał tylko jedno zadanie – nalot na rafinerię ropy w Rotterdamie. W lutym przeciwdziałano działaniom żeglugi w Boulogne, ale z punktu widzenia załóg najważniejsze były dwie wyprawy na niemieckie miasta – Düsseldorf i Kolonię. Tym samym Polacy po raz pierwszy wzięli odwet za bombardowane we wrześniu 1939 r. polskie miasta. 23 marca celem był Berlin, co wywołało jeszcze większe podekscytowanie polskich załóg. Do nalotu wyznaczono siedem Wellingtonów, ale ze względu na małe rozmiary lotniska, z którego startowano, w powietrze zdołały wzbić się tylko cztery z nich. Zadanie wykonano jednak pomyślnie. Kolejny raz na bombardowanie Berlina Polacy polecieli 17 kwietnia, a w trakcie tego lotu w stożek reflektorów został uchwycony Wellington sierż. Szymanowskiego. Pilotowi udało się z tej pułapki uciec i mimo że obserwator, por. Władysław Rogalski, został ranny w udo odłamkiem artyleryjskiego pocisku, skutecznie zrzucono ładunek na stolicę Niemiec.

Wiosną 1941 r. Polacy brali także udział w bombardowaniu niemieckich pancerników, które schroniły się w Breście, a także wysłano je m.in. na Kilonię, Hawr, Rotterdam, Hamburg i Mannheim. Jednym z ciekawszych zadań było powierzchniowe bombardowanie Bremy i Hamburga, kiedy w nocy z 8 na 9 maja miasta te zaatakowały 362 samoloty.

Do końca roku wysiłek operacyjny Dywizjonu 300 był duży, np. tylko w lipcu jego załogi wzięły udział w 13 nocnych operacjach, w których uczestniczyło 60 samolotów. W lutym 1942 r. dowódcą brytyjskiego lotnictwa bombowego został Arthur Harris, który zmienił taktykę działania podległych mu jednostek. Postawił bowiem na tzw. naloty dywanowe, czyli ataki dużej liczby samolotów na jeden cel, którym były niemieckie miasta. Pierwszym z nich było Essen, a nalot ten miał miejsce 8 marca. Od tego czasu polscy lotnicy brali udział w tego typu nalotach. Z czasem liczba bombowców użytych w jednym nalocie sięgała tysiąca, co na ówczesne czasy było wielkim wydarzeniem. 300 Dywizjon po raz pierwszy uczestniczył w nalocie tysiąca 30 maja – 15 załóg zostało wysłanych nad Kilonię. 3 września podczas nalotu na Bremę został ciężko uszkodzony samolot ppor. Stanisława Macheja – płócienne pokrycie tylnej części kadłuba zostało całkowicie zerwane, została tylko metalowa kratownica. Załoga zdecydowała się na powrót do Wielkiej Brytanii, bo maszyna była w miarę stabilna, a na dodatek ratunkowa łódź została wyrzucona podmuchem powietrza z pokładu. Mimo tak poważnych uszkodzeń Polakom udało się nie tylko bezpiecznie wrócić do bazy, ale także idealnie tam wylądować.

Wysiłek jednostki w 1942 r. był ogromny – wykonano wówczas 872 loty bojowe. Podobnie było w pozostałych trzech polskich dywizjonach bombowych. Ta ciężka praca przełożyła się nie tylko na sukcesy, ale także na straty. Jeden nie powracający z zadania Wellington oznaczał utratę sześciu członków personelu latającego. Z czasem zaczęto odczuwać brak polskich lotników, którzy te wyrwy mogliby uzupełnić. Dlatego w 1942 r. zapadła decyzja, by jednostki bombowe rozpoczęły inną pracę, w trakcie której straty były zdecydowanie niższe. Tym samym 304 Dywizjon przesunięto wkrótce do obrony wybrzeża – jednostka tropiła od tej pory niemieckie łodzie podwodne, a nieco później 301 Dywizjon rozpoczął loty specjalne ze zrzutami ekwipunku i cichociemnych na terytorium okupowanej Europy. W lotnictwie bombowym pozostał wprawdzie 305 Dywizjon, ale wyposażony miał zostać w lekkie bombowce, w których załoga była mniej liczna. Jedyną jednostką wykonującą dotychczasowe zadania, którą na dodatek planowano uzbroić w czterosilnikowe samoloty, pozostał Dywizjon 300.

19

W 1944 r. 300 Dywizjon przezbroił się w Lancastery, czterosilnikowe maszyny produkcji brytyjskiej. W nocy z 24 na 25 kwietnia jednostka poniosła pierwsze straty na tym typie bombowca – podczas bombardowania Karlsruhe zginęły załogi por. Zbigniewa Wocha i por. Władysława Jasińskiego, co oznaczało stratę 14 polskich lotników. W połowie czerwca jednostka aktywnie włączyła się w działania związane z inwazją we Francji – atakowała zarówno szlaki komunikacyjne, jak i zgrupowania niemieckich wojsk. Jej ostatnim zadaniem bojowym było bombardowanie Berchtesgaden, górskiego „orlego gniazda” Adolfa Hitlera, które przeprowadzono 25 kwietnia 1945 r.

300 Dywizjon, najstarsza jednostka w Wielkiej Brytanii, w czasie wojny 3891 razy wysyłał w powietrze swoje samoloty zrzucając 10.712 ton materiałów wybuchowych. Jego załogi zgłosiły zestrzelenie dziewięciu i uszkodzenie pięciu samolotów przeciwnika w walkach powietrznych. Jednostka straciła jednak 79 samolotów, 371 lotników poległo, a dalszych 87 trafiło do niewoli lub zaginęło.

300 Dywizjon został rozwiązany 2 stycznia 1947 r. na lotnisku Faldingworth.

Autor:
Red. dr Grzegorz Śliżewski z Fundacji Historycznej Lotnictwa Polskiego